Apteka pod Opatrznością
Historia rodziny Baranieckich jest tak ściśle związana z naszą apteką, że nie sposób ich rozdzielić. Była to apteka „Pod Opatrznością” w Dynowie, na południu Polski.
Spis treści
WstępGodło naszej apteki – „Oko Opatrzności”
Zapewne tylko najstarsi mieszkańcy Dynowa pamiętają, że przez ponad 150 lat jedyną apteką w mieście była należąca do rodziny Baranieckich apteka „Pod Opatrznością”.
Przez wiele lat służyła nie tylko mieszkańcom miasta, lecz także okolicznych wsi, niekiedy bardzo odległych. Była więc ważną i bardzo potrzebną instytucją.
Apteka istniała w mieście od pierwszej połowy XIX wieku, pozostając w rękach tej samej rodziny.
W rodzinie Baranieckich zawód aptekarza przechodził, czasem z trudnościami, z ojca na syna. Ta tradycja zakończyła się po czterech pokoleniach na Kazimierzu (1909-1995). Tak mocno zrosła się z życiem rodziny, że najstarszemu synowi, nawet jeśli miał inne zainteresowania, nie przychodziło do głowy, by wybrać inny zawód.
1813-1845Pierwsza apteka w Dynowie
Pierwsza wzmianka o powstaniu apteki pochodzi z 16 października 1813 roku. Istniała wtedy jako filia apteki Józefa Szczerbickiego w Sanoku. Jej dzierżawcą, czyli, jak wówczas mówiono, prowizorem, był aptekarz Wojciech (Adalbert) Okoński .
22 maja 1817 roku uniezależnił ją od apteki sanockiej i wykupił na własność.
W tym samym roku, 1817, cesarz Austrii Franciszek I nadał aptece prawo dziedziczenia. Stała się ona wówczas, według ówczesnego nazewnictwa, apteką „realną”.
W ciągu 32 lat pracy Okoński wybudował na najstarszym cmentarzu w Dynowie kaplicę grobową jako miejsce wiecznego spoczynku swojej rodziny. Kaplica istnieje do dziś, a świadczy o tym kamień wmurowany w jej ścianę.
1832-1855Feliks Antoni Baraniecki
W 1832 roku do Dynowa przybył młody siostrzeniec Wojciecha, Feliks Antoni Baraniecki . Urodzony 9 czerwca 1813 roku w Lisiej Górze koło Tarnowa, był utalentowanym aptekarzem, a w późniejszych latach także działaczem społecznym.
Rodzicami Feliksa byli Franciszek i Salomea z domu Okońska, siostra Wojciecha.
W 1845 roku Feliks kupił aptekę Okońskiego i stał się jej właścicielem. Jednocześnie został właścicielem murowanego domu pod numerem 25.
Ten rok rozpoczyna historię rodzinnej apteki Baranieckich w Dynowie, zwanej „Pod Opatrznością”.
Rok później, 10 maja, Feliks poślubił dziewiętnastoletnią Karolinę Papst . Jej rodzice, Krystian i Karolina Kampf, pochodzili z Czerniowiec na Bukowinie.
Feliks był człowiekiem zdolnym, ambitnym i przedsiębiorczym. Jako znakomity aptekarz większość leków przygotowywał sam, zgodnie z ówczesnym zwyczajem, wykorzystując między innymi zioła i korzenie lecznicze, które wcześniej odpowiednio uprawiał, a następnie suszył.
Jego sprawdzone receptury znalazły się w Farmakopei Austriackiej. W aptece wytwarzano również mydła lecznicze, siarkowe, dziegciowe i inne.
Oryginalne recepty z około 1850 roku, wypisane przez Feliksa Baranieckiego
Oto kilka przedmiotów z tej dawnej apteki:
Wyrabiano także świece woskowe. W ogrodzie za apteką, obok pasieki, znajdował się przyrząd do pomiarów meteorologicznych. Apteka miała też inną meteorologiczną osobliwość: barometr w postaci domku z figurką mnicha.
Domek stał na wzgórku z kolorowych kamieni. Podczas deszczu mnich pozostawał w domu, a przy ładnej pogodzie, na specjalnej podpórce unoszonej przez włosie, wysuwał się z domku ku krzyżowi, gdzie modlił się z mszału.
Przyrząd wykonali dynowscy rzemieślnicy około 1850 roku. Stał w oknie apteki, a w dni targowe przyciągał tłumy ciekawych. Obok apteki znajdowała się poczta ze stajnią dla sześciu par koni oraz wyposażeniem potrzebnym do obsługi połączeń pocztowych.
Połączenia prowadziły z Dynowa do Błażowej na północy i do Dydni na południu. Oprócz poczty pocztylion przewoził też podróżnych, którzy następnie przesiadali się na pociągi do Rzeszowa, Brzozowa lub Sanoka.
Ponadto Feliks założył przy aptece Kasę Zaliczkową, czyli bank, w którym lokowano kapitał na procent i udzielano pożyczek rolnikom oraz kupcom.
Feliks zajmował się również ubezpieczeniami od ognia i gradobicia, czyli tak zwaną asekuracją. Był też radnym miasta Dynowa.
1847-1905Dzieci Feliksa i Karoliny
Z małżeństwa z Karoliną urodziło się sześcioro dzieci: Władysław, 1847 (późniejszy major armii austriackiej); bliźniaczki Wanda-Salomea, 1849 (później Frischman), i Felicja; Helena, 1851 (później Chodzińska); Stefania, 1853 (później Niewolkiewiczowa), oraz Maria, 1855 (później Długoszowa).
Dokumenty rodzinne wspominają również o synu Arturze, urodzonym w 1862 roku, późniejszym doktorze medycyny, choć można ostrożnie przypuszczać, że był dzieckiem adoptowanym. Z dokumentów wynika, że jego prawnym opiekunem był aptekarz z Nozdrzca koło Dynowa.
Artur zmarł w 1905 roku we Flitsch. Miasto to leży w dzisiejszej Słowenii i nosi nazwę Bovec. Znajduje się tam tablica poświęcona Arturowi jako zasłużonemu miejscowemu lekarzowi i działaczowi społecznemu.
1858-1863Śmierć Feliksa
Niestety Feliks Baraniecki, energiczny i aktywny na wielu polach, nie cieszył się dobrym zdrowiem. Cierpiał na choroby nerek i wątroby.
Przy znacznie mniej skutecznych niż dziś lekach ciężka choroba nerek oznaczała wyrok śmierci. Młoda żona żyła więc w nieustannej niepewności i lęku.
Niestety jej obawy miały się potwierdzić. W 1858 roku, wracając z kuracji w Karlowych Warach, wówczas Karlsbadzie, Feliks zatrzymał się u znajomego aptekarza w Prerovie na Morawach. Tam zasłabł i zmarł 1 sierpnia 1858 roku.
Stało się to niemal nagle, z dala od najbliższych. Feliks miał wtedy zaledwie 45 lat. Minęło kilka dni, zanim telegram o śmierci męża dotarł do Karoliny. Musiała dostać się do Tarnowa, skąd odjeżdżał pociąg na Morawy. Nie zdążyła więc na pogrzeb, który ostatecznie odbył się w Prerovie bez jej udziału.
Rozpacz młodej kobiety, która owdowiała w 1858 roku, obarczonej gromadką nieletnich dzieci i majątkiem, którym nie umiała zarządzać, pozbawionej pomocy rodziny i już chorej na gruźlicę, była ogromna. Upadek dotąd zamożnej rodziny stał się prawdziwą katastrofą.
W tej sytuacji jedynym wyjściem było powierzenie apteki tymczasowemu zarządcy.
Był nim August Frischman , magister farmacji Uniwersytetu Jagiellońskiego, pochodzący, podobnie jak Karolina, z Bukowiny.
August pracował wcześniej z Feliksem. Karolina znała go więc i wiedziała, że jest jej życzliwy. Powierzyła mu, choć z pewnymi obawami, opiekę nad nieletnimi dziećmi i apteką.
Zmarła pięć lat po odejściu męża, w 1863 roku, wyczerpana gruźlicą i troskami. Miała wtedy 36 lat. Nie było pewności, że ktoś naprawdę zatroszczy się o pozostawione sieroty.
Karolina spoczywa na najstarszym cmentarzu w Dynowie, naprzeciw kaplicy. Te dwa zdjęcia przedstawiają jej grób.
1828-1880August Frischman
Kim był człowiek, który tak silnie wpłynął na losy rodziny Baranieckich i z którego nazwiskiem przez wiele lat związana była ich apteka?
Dziadek Augusta Frischmana, Johann, Niemiec i poddany austriacki, został wysłany na Bukowinę, należącą od drugiej połowy XVIII wieku do monarchii austro-węgierskiej, jako urzędnik podatkowy w Czerniowcach.
Być może dziadka Johanna wysłano z Wiednia, by germanizował polską ludność Bukowiny. Stało się jednak odwrotnie. Franz, urodzony w 1797 roku w Zurin, ojciec sześciorga dzieci, i jego żona Marcjanna Fuchs dobrze mówili już po polsku, a także po niemiecku, rusku, czyli ukraińsku, i rumuńsku.
Ich syn August, urodzony 11 listopada 1828 roku w Zaleszczykach, świadomie wybrał polskość jako kulturę odpowiadającą jego umysłowi i wewnętrznym wartościom. Po ukończeniu gimnazjum w Buczaczu wybrał również Uniwersytet Jagielloński jako swoją alma mater i ukończył tam farmację. Oto jego dyplom uniwersytecki:
Przekład dyplomu
Prezes, Dziekan i Wydział Medycyny i Chirurgii najstarszego i znakomitego Cesarsko-Królewskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie podają wszystkim do wiadomości:
Pan AUGUST FRISCHMAN, lat 30, wyznania katolickiego, pochodzący z Zaleszczyk w Galicji, po ukończeniu praktyki aptekarskiej [tyrocinium] przez dwa lata pilnie uczęszczał na wykłady z fizyki, fizjografii ogólnej, mineralogii, botaniki, zoologii, chemii ogólnej i farmaceutycznej, farmakognozji oraz farmacji stosowanej. Następnie złożył podanie o nadanie mu, po należytym sprawdzeniu jego umiejętności, stopnia w sztuce sporządzania leków.
Przychylając się do jego prośby, dnia 18 lutego roku MDCCCLVII oraz 19 stycznia i 20 marca roku podanego poniżej poddaliśmy wiedzę naukową pana AUGUSTA FRISCHMANA ścisłym egzaminom.
Ponieważ zdał te egzaminy z uznaniem, a ponadto przygotował w laboratorium i zaprezentował dwuchlorek platyny [Platinumbichlorat] oraz kwas bursztynowy [Acidum Succinicum], dowodząc godnej pochwały znajomości nauk chemicznych i sztuki sporządzania leków, ogłaszamy go
magistrem farmacji
i nadajemy mu pełne prawo wykonywania sztuki sporządzania leków wszędzie, gdzie zechce. Na świadectwo tego poleciliśmy uwierzytelnić niniejszy dokument, podpisany ręką Wielce Szanownego Dziekana, Profesora Prezesa i Notariusza Wydziału Lekarskiego, wielką pieczęcią tego uniwersytetu.
Wydano w Krakowie dnia dwudziestego marca roku tysiąc osiemset pięćdziesiątego ósmego.
Co więcej, August otwarcie wspierał uczestników powstania styczniowego w Królestwie Polskim w 1863 roku.
Brał udział w konspiracyjnych spotkaniach mających na celu wysyłanie broni powstańcom. Zaangażował także najstarsze córki Feliksa: szyły koszule dla powstańców, przygotowywały szarpie i opatrunki. Wysyłały też zebrane ubrania i buty.
Dynowska apteka stała się ważnym punktem konspiracyjnym łączącym uciekających powstańców z Królestwa Polskiego z Polakami w Galicji.
Niestety po klęsce powstania cesarz Franciszek Józef, później tak przychylnie oceniany przez Polaków, rozpoczął surowe represje wobec sympatyków zrywu. Augusta skazano na półtora roku więzienia w twierdzy Kufstein w Tyrolu.
Powróciwszy z poważnie nadwyrężonym zdrowiem, przystąpił do spełnienia prośby Karoliny. W 1866 roku poślubił siedemnastoletnią Wandę, młodszą od siebie o 21 lat. Ze względu na silny charakter uważano ją za osobę odpowiedzialną za los rodzeństwa i spuściznę rodziców. Może połączyła ich wcześniejsza wspólna działalność konspiracyjna? A może po prostu obietnica złożona umierającej Karolinie?
Małżeństwo okazało się bardzo nieszczęśliwe. Zupełnie niedobrani, z trudem mogli żyć zgodnie z własnymi przekonaniami.
August, podobnie jak wielu ludzi reagujących na klęskę powstania, rzucił się w wir zabawy. Podobno po takiej traumie, jak utrata sprawy świętej dla Polaków, było to częste i typowe. Bale, przyjęcia, kuligi i karty, urządzane w okolicznych dworach i domach miejscowej inteligencji, wypełniały mu czas. Młoda żona, zaniedbywana tak jak jej rodzeństwo, pochłonięta stale powiększającą się gromadką własnych dzieci, odpowiedzialna i poważna, lecz bez odpowiedniego wykształcenia, nie była dla lekkomyślnego, a zarazem bardzo inteligentnego i całkowicie wolnomyślnego Augusta ani partnerką, ani przyjaciółką.
Majątek Feliksa malał z dnia na dzień. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że August nigdy nie został właścicielem apteki, zawsze zadowalając się rolą tymczasowego zarządcy. Żył, jak chciał, lecz nie pozbawił rodziny jej własności.
Po latach nawróciła choroba nerek, której nabawił się w więziennej twierdzy. Była tak ciężka, że zmarł 2 listopada, przeżywszy zaledwie 52 lata. Małżeństwo z Wandą trwało tylko, a może aż, 14 lat.
Augusta pochowano na najstarszym cmentarzu w Dynowie, w grobie dwóch jego synków, którzy zmarli wkrótce po urodzeniu: Adolfa, 1867, i Aleksandra, 1870. Dziś ten niewielki grobowiec jest pięknie odrestaurowany przez Towarzystwo Przyjaciół Dynowa, za co rodzina pragnie serdecznie podziękować. August pozostawił pięcioro nieletnich dzieci: najmłodszego Filipa (urodzonego w 1880 roku), mającego pół roku, Stanisława (urodzonego w 1878 roku), Henryka (urodzonego w 1876 roku), lat 4, Franciszka (urodzonego w 1874 roku), lat 6, i Zofię (urodzoną w 1872 roku), lat 8.
1880-1900Wanda-Salomea Frischman
Trzydziestojednoletnia wdowa, Wanda Frischman, postanowiła nie wychodzić ponownie za mąż. Z wielką energią zajęła się rodziną i jej majątkiem. Robiła to do końca długiego życia: zmarła w 1939 roku w wieku 89 lat.
Nie myślała o sobie, lecz o wszystkich powierzonych jej opiece. Wszystko spoczywało na jej głowie, wszyscy czekali na jej decyzję, a nie miała doświadczenia w pełnieniu tylu ról naraz: siostry, matki, zarządczyni majątku, a przede wszystkim właścicielki apteki prowadzonej przez kogoś innego.
Mijały lata. Życie jakoś się stabilizowało.
Siostry, Helenę, Stefanię i Marję, wydano za mąż. Wanda dopilnowała też, by starszy brat Władysław ukończył szkołę wojskową i awansował w armii. Dosłużył się stopnia kapitana, a na emeryturę przeszedł jako major. Jej siostra bliźniaczka Felicja zajmowała dobre stanowiska w prowadzonych przez siebie urzędach pocztowych w okolicach Dynowa i Przemyśla. Ani Felicja, ani Władysław nie założyli rodzin.
Wszyscy zgodzili się przekazać swoje udziały w aptece Wandzie. Nastąpiło to po notarialnym zagwarantowaniu odpowiednich spłat rodzeństwu. Stefania i Helena otrzymały po 1000 koron, Felicja i Marja po 2000 koron, a Władysław 600 koron.
Aptekę stale prowadzili tymczasowi zarządcy. Musieli zarabiać także na siebie, a nie każdy znał sztukę aptekarską tak dobrze jak Feliks. Wanda marzyła więc o chwili, gdy aptekę przejmą jej synowie.
Najbardziej odpowiedni wydawał się Henryk: bardzo zdolny, pracowity i doskonale pasujący do roli, którą wyznaczyła mu matka. Niestety w wieku piętnastu lat zachorował na cukrzycę i wkrótce zmarł, ku wielkiemu żalowi matki i rodziny. Pochowano go w grobie ojca, Augusta Frischmana, na starym cmentarzu w Dynowie.
1874-1900Franciszek
Jedyną nadzieją matki pozostał Franciszek. Nie tak zdolny jak Henryk, lecz solidny, pracowity, skromny, niezwykle przywiązany do matki i młodszego rodzeństwa. Od piętnastego roku życia praktykował w aptece matki pod kierunkiem Ludwika Giebułtowicza, swojego ojca chrzestnego. W 1895 roku ukończył farmację na Uniwersytecie Jagiellońskim (numer indeksu 300).
Przez cały okres studiów Franciszek pracował w krakowskiej aptece „Pod Gwiazdą” u Konstantego Wiszniewskiego, dawnego przyjaciela ojca.
W tym czasie aptekę w Dynowie nadal prowadził wspomniany Ludwik Giebułtowicz. Później Wanda zatrudniła magistra Franciszka Biechońskiego.
Franciszek rozpoczął wówczas kolejną praktykę w aptece w Łańcucie u magistra M. Szulca. Następnie pracował w Wiedniu, w Cieszynie u magistra E. Kascheka, w Krzeszowicach u magistra E. Rybackiego, w Krakowie (?), a wreszcie w Dynowie, w aptece matki, u J.M.A. Cetera i Cz. Chorubskiego.
Po ukończeniu wszystkich praktyk osiadł tam na stałe i samodzielnie objął rodzinną aptekę. Był rok 1900. Rozpoczął się dla rodziny nowy okres, pełen spokoju i stabilizacji, będący nagrodą dla Wandy za lata poświęcenia innym.
1903-1911Nowy dom
W 1903 roku Franciszek postanowił zburzyć stary dom, by zbudować nowy, piętrowy, ze specjalnymi pomieszczeniami dla apteki, trzema izbami i piwnicą, mieszkaniem dla licznej rodziny oraz lokalami dla najemców na piętrze, na przykład dla lekarza. Tak też się stało.
Stary dom, zbudowany w odległych latach 1690-1700, rozebrano. Na czas budowy aptekę przeniesiono do budynku należącego do Stefana Trzecieskiego.
Był to magazyn towarów sprzedawanych podczas czwartkowych jarmarków. Znajdował się po północnej stronie rynku.
Przedsięwzięcie było ogromne.
Już w 1904 roku nowy budynek ukończono jednak na tyle, że apteka mogła rozpocząć w nim działalność. Dom, rozbudowywany przez wiele lat, zapisał się w pamięci mieszkańców Dynowa dzięki swojej frontowej części, gdzie mieściła się apteka służąca ludziom z miasta i okolicy.
Na szczycie secesyjnej fasady widniał trójkąt z „Okiem Opatrzności”. Ten sam symbol umieszczono na szczycie głównej szafy ekspedycyjnej apteki.
Przed wejściem powstał niewielki prostokątny ogródek. Istnieje do dziś, a rosnąca w nim lipa jest coraz starsza.
Wanda ostatecznie przekazała aptekę synowi 18 października 1911 roku. Akt notarialny odnotowuje, że stała się ona własnością Franciszka za 28 000 koron, pozostałych po rozdzieleniu 7000 między dwóch żyjących braci Franciszka, Stanisława i Filipa, oraz dwie córki Zofii Banachowej z domu Frischman, jego zmarłej już siostry. Rodzeństwo zostało więc spłacone.
1906-1918Franciszek i Wanda
Wielką radością dla Wandy, jeszcze wcześniej, w 1906 roku, był ślub trzydziestodwuletniego Franciszka z piękną, dziewiętnastoletnią Wandą , córką Teofila Grochowicza, sędziego Sądu Okręgowego w Przemyślu.
Franciszek dokonał dobrego wyboru: żona okazała się znakomitą towarzyszką jego życia.
Była doskonałą gospodynią, taktowną synową i idealną matką. Urodziła Franciszkowi czworo dzieci: Zofię (1907, zmarłą w niemowlęctwie), Kazimierza (1909), Barbarę (1911) i Stanisława (1922). Przeżyli razem 49 lat.
W 1918 roku Franciszek i Filip zmienili nazwisko z Frischman na Baraniecki. Zrobili to świadomie, aby podkreślić swoją polskość, a także przywrócić aptece dawną nazwę „apteka Baranieckich”. Przyjęli panieńskie nazwisko matki, Baraniecki.
Stanisław przebywał wtedy w Stanach Zjednoczonych i tylko on zachował nazwisko ojca do końca życia. Okres międzywojenny przyniósł rodzinie wiele dobrych chwil, wynagradzających wcześniejszą biedę, sieroctwo i opuszczenie.
1872-1939Dzieci Wandy-Salomei i Augusta
Zofia /1872-1903/, poślubiła Adama Banacha.
Franciszek /1874-1955/, poślubił Wandę Grochowicz. Ojciec Kazimierza /1909-1995/.
Henryk /1876/, zmarł w wieku piętnastu lat.
Stanisław Adolf /1878-1930/, wyemigrował do Stanów Zjednoczonych.
Filip /1880-1939/, poślubił Eugenię Doczyło.
1909-1937Kazimierz
Franciszek, wzór niestrudzonej, solidnej pracy, był zupełnym przeciwieństwem ojca, człowieka spragnionego przyjemności i wolnomyślnego epikurejczyka. Miał całkiem inne podejście do życia: skromny aż do przesady, domator, oszczędny i głęboko religijny, stanowił oparcie i nadzieję dla starej matki oraz całej rodziny.
Pod jego kierownictwem wnętrze apteki nabrało pięknego wyglądu.
Dębowe szafy, wykonane na zamówienie według wzorów ówczesnego wyposażenia aptek, miały pięknie trawione szkło z pracowni C. Bierbacha we Lwowie. Przedstawiało ono greckie symbole sztuki leczenia w secesyjnej stylistyce, na przykład postać Asklepiosa z wężem, ozdobioną motywami roślinnymi. Niezwykle czułe wagi oraz naczynia do przechowywania surowców i leków z łacińskimi napisami sprawiały, że całość wyglądała nie tylko solidnie, lecz także wyjątkowo estetycznie.
Jego syn Kazimierz , podobny do dziadka inteligencją i polotem, zgodził się, choć bardzo niechętnie, studiować farmację. Był humanistą i historykiem, a osobiście marzył o polonistyce. Ukończył studia na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1930 roku, po czym praktykował w aptekach różnych miast: Jaworzna, Zakopanego, Bydgoszczy i Brzozowa. Wreszcie w 1937 roku osiadł na stałe w aptece ojca w Dynowie, początkowo jako współpracownik, a od 1945 roku jako jej pełnoprawny właściciel.
1939-1945Lata wojny
Niestety dobre czasy miały się skończyć.
Choć stara Wanda nie doczekała wojennego dramatu rodziny, bo zmarła w grudniu 1939 roku, już po wybuchu II wojny światowej, rodzina nadal utrzymywała się z apteki: ludzie zawsze potrzebują leków. Do Dynowa przyjechała Barbara, córka Franciszka.
Jej mąż, Karol Kaszycki, przed wojną pracujący w żandarmerii, został internowany w 1939 roku. II wojnę światową spędził w oflagu w Murnau. Barbara, uciekając z Warszawy, przyjechała do rodziców w Dynowie z dwoma małymi synami, Wojciechem i Andrzejem.
W 1940 roku ukochany najmłodszy syn Franciszka i Wandy, Stanisław, który właśnie ukończył gimnazjum w Przemyślu, został aresztowany przez Gestapo. Trafił w pierwszym transporcie do Oświęcimia, Auschwitz, gdzie zarejestrowano go pod numerem 208.
Zamordowano go 29 stycznia 1941 roku. Świadkiem jego egzekucji był Mieczysław Steciwko, mieszkaniec Dynowa, również przywieziony tym transportem, jednym z pierwszych, w czerwcu 1940 roku.
Wanda nie przestała go opłakiwać aż do śmierci. Aptekę, choć nie była jeszcze jego własnością, prowadził Kazimierz, znakomity i nowoczesny aptekarz. Przez całą wojnę, wobec braku szpitali i innych placówek służby zdrowia, apteki, także ta w Dynowie, odgrywały niezastąpioną rolę: leczyły ludzi i dawały im pewność, że mogą tam uzyskać fachową poradę zdrowotną.
W 1945 roku, po ślubie Kazimierza z Małgorzatą Paygert, wnuczką Stefana Trzecieskiego, stary ojciec przekazał aptekę synowi.
1946-1995Upaństwowienie
Niestety nie na długo. Nowy system polityczny, powstały po II wojnie światowej, niszczył wszystko, co choćby przypominało własność prywatną.
Najpierw posypały się domiary z Urzędu Skarbowego, całkowicie pochłaniające zysk.
Następnie, w listopadzie 1946 roku, wojsko ukraińskie zrabowało najcenniejsze leki, księgozbiór i wyposażenie apteki.
Potem Kazimierza powołano na dwa lata, 1948-1950, do wojska, które potrzebowało lekarzy i farmaceutów. Aptekę znów prowadził stary Franciszek, ciężko chory na serce, przy sprawnej i ofiarnej pomocy synowej Małgorzaty.
Po powrocie Kazimierza z wojska, 8 stycznia 1951 roku, aptekę upaństwowiono. Państwo ludowe przejęło również zapasy leków przygotowane na trzy miesiące, zgodnie z wcześniejszym przepisem, oraz całe konto bankowe.
To, że Kazimierz został kierownikiem apteki, było szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Mógł przecież zostać usunięty z pracy albo otrzymać posadę w innym mieście.
Stary Franciszek i jego żona zostali bez środków do życia. Oczywiście utrzymywał ich Kazimierz, podobnie jak własną żonę, której zabroniono współpracy z mężem przy fizycznej pomocy w tak zwanej ekspedycji leków, oraz troje małych dzieci: Marię, Marka i Marcina.
Cała spuścizna Franciszka i jego przodków, piękne wyposażenie apteki, meble, unikatowe wagi, laboratoria chemiczne i farmakognostyczne, stare książki aptekarskie oraz pamiątki, w ciągu jednego dnia przestała być własnością rodziny.
Z zapisków Franciszka, 9 stycznia 1951 roku
„Około godziny 8 rano, podczas mojego pobytu w kościele, do apteki wtargnęło czterech urzędników skarbowych z Brzozowa z wiadomością, że apteka zostaje upaństwowiona. Po dokładnym spisaniu wszystkich jej zasobów wraz z całym wyposażeniem wyszli około godziny 15. Można sobie wyobrazić, jakie wrażenie zrobił na nas ten grom z jasnego nieba. Nie wiadomo, czy będziemy mogli pozostać w prywatnym mieszkaniu.
Ponieważ Kazimierz, jako obecny właściciel i kierownik apteki, będzie ograniczony jedynie do miesięcznej pensji, wszelki mój dochód został zlikwidowany.”
Apteka „Pod Opatrznością” przeszła do historii, a działalność rozpoczęła „Apteka Społeczna nr 12”. Kazimierz pracował w niej jako kierownik do 27 stycznia 1980 roku.
Franciszek, pogodzony z losem, spokojnie przeżył ostatnie lata. Zmarł wskutek przewlekłej choroby serca 26 marca 1955 roku i spoczywa w grobowcu Baranieckich na środkowym cmentarzu w Dynowie.
Jego żona Wanda zmarła w 1971 roku. Kazimierz po pięćdziesięciu latach dobrej i sumiennej pracy przeszedł na emeryturę w 1980 roku, a zmarł w Warszawie w 1995 roku. Z pasją historyka poświęcił wiele ostatnich lat życia gromadzeniu źródeł dotyczących losów rodziny. Porządkował dokumenty, fotografie i pamiątki, rozwiązywał niezrozumiałe zagadki rodzinnej i aptekarskiej historii. To dzięki niemu rodzina nie zapomniała o swoich korzeniach, a ja mogłem napisać tę historię dla szerszego grona czytelników.
Od 1990 roku do dziśDalsze losy apteki
Czytelnikom należy się wyjaśnienie dalszych losów wyposażenia apteki, które dziś ma dużą wartość muzealną. W 1990 roku, decyzją Kazimierza Lamparta, dyrektora Przedsiębiorstwa Zaopatrzenia Farmaceutycznego w Rzeszowie, zlikwidowano starą aptekę. Część mebli i kilka elementów wyposażenia przez dwadzieścia lat przechowywano w magazynach Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku. W nowej aptece, prowadzonej przez osoby spoza rodziny Baranieckich, uznano je za niepotrzebne, a nawet zawadzające.
Obecnie, po odnowieniu, są wystawione w sanockim skansenie, w sektorze „Galicyjski Rynek”. Uroczyste otwarcie tego sektora, z udziałem władz państwowych i samorządowych, odbyło się 16 września 2011 roku. Szkło apteczne i laboratoryjne służy Medycznemu Studium Zawodowemu w Przemyślu. W sanockim skansenie można też zobaczyć dawnego „Mnicha” wskazującego pogodę. Nadal stoi w oknie odtworzonej apteki.
Nie wiadomo natomiast nic o losach „Oka Opatrzności” i niezwykle cennych wag aptekarskich. Na koniec dodam, że Kazimierz nie otrzymał od III Rzeczypospolitej nawet symbolicznego odszkodowania za utracony majątek, będący owocem pracy czterech pokoleń rodziny.
Stowarzyszenie Byłych Właścicieli Aptek i Wytwórni Farmaceutycznych, powstałe w 1990 roku, którego członkami są już tylko ich potomkowie, nadal bezskutecznie zabiega o takie odszkodowanie.